Gdańsk, Westerplatte itd.

Trwa zbieranie podpisów pod listem prof. Cezarego Obracht-Prondzyńskiego, a ja mam wątpliwości co do tej wymiany argumentów, niezwsze adekwatnie odpowiadających rzeczywistości. To, do czego wątpliwości nie mam, to nie tylko nieetyczne, obraźliwe dla Gdańszczan, ale i sprzeczne z polską racją stanu oskarżenia o proniemieckość, czy sympatie do idei Wolnego Miasta Gdańska. Wrzucanie w przestrzeń publiczną takich zarzutów może na krótką metę dopomóc w mobilizowaniu swojego elektoratu wyborczego, który poczuje się zagrożony, skupi szeregi i karnie zagłosuje. Czy w ten sposób tworzy się koncepcję silnego państwa polskiego? Przepraszam za to retoryczne pytanie.

Nie chcę przy tym idealizować polityki, bo jej częścią jest zawsze pewien populizm i szukanie tego, wokół czego będzie można skupić swoich wyborców. Tak jak zazwyczaj jednak w polityce wybór nie jest zero - jedynkowy, cała jego trudność polega na dobrym określeniu granicy, której nie należy przekraczać. Prezes TVP wydaje się jej nie dostrzegać.

Z drugiej strony jednak, władze centralne mają też kilka argumentów. Pierwszy z nich, to wiceprezydent Gdańska Piotr Grzelak i jego znana wypowiedź w 74. rocznicę zakończenia II wojny światowej. Ona nie była niezręczna, ona wskazywała na niesamowicie prymitywne postrzeganie historii i to określenie "prymitywne" jest tutaj jak najbardziej na miejscu. Nie wiem przy tym, czy jest on proniemiecki, przypuszczam, że raczej niedouczony, na co nakłada się zauroczenie nowinkami z Zachodu, w stylu Kongresu Liberalno-Demokratycznego sprzed lat. I jestem też pewien, że wielu politykom Alternatywy dla Niemiec jego wypowiedź bardzo by się podobała. Austriackiej FPÖ też. Dlatego nie była to niefortunna wypowiedź, tylko wierne odbicie dziwnej tożsamości narodowej takich osób jak wiceprezydent miasta.

Drugi argument to Westerplatte, jako miejsce wpisane w historię całej Polski. Zastrzegam przy tym jednoznacznie, że losy takiego miejsca nie powinny być określane specustawą, bo jest to dla ludzi, którzy tam zginęli obraźliwe. Zginęli walcząc za Polskę, a nie w imię jakichkolwiek partyjnych ideałów. Dlatego należy wypracować za wszelką cenę konsensus, aby był on projektem mającym poparcie większości Polaków. Ile razy jednak byłem na Westerplatte, a nie było to podczas oficjalnych uroczystości, miałem wrażenie, że zarządzający tym skrawkiem ziemi nie mają na niego żadnego pomysłu. Jakaś, w nie najlepszym stanie, wystawa plenerowa, niszczona nocą przez pijaczków, itd. Dlatego obecne stylizowanie się władz Gdańska na ludzi, którzy tak wspaniale miejscem tym zarządzali, którzy mieli takie świetne na niego pomysły, jest trochę śmieszne, chociaż politycznie zrozumiałe: nie zrobiliśmy prawie nic, inni chcą to przejąć, więc krzyczymy, że ojczyzna, samorządność, prawa człowieka i co tam jeszcze.To też obraża pamięć ludzi, którzy tam ginęli.

Gdyby tak z listu prof. Cezarego Obracht-Prondzyńskiego można było wybrać, jak przy ratyfikacji niektórych międzynarodowych konwencji, punkty z którymi się zgadzam i które odrzucam. Ale nie można.

 

22 czerwca 2019