Znalazłem ładny gotowy opis wewnątrzpolitycznej konstelacji sporu, więc dla wygody załączam
"Ta sześćdziesięcioosobowa grupa parlamentarzystów, w skład której oprócz ministra spraw zagranicznych Johanna Wadephula wchodzą również znane osobistości mediów, takie jak Philipp Amthor i Gitta Connemann, odgrywa kluczową rolę w walce o władzę w Fundacji Ucieczka, Wypędzenie Pojednanie. To właśnie od niej wyszła presja polityczna, aby wszystkie tzw. 96-instytucje – muzea, archiwa, biblioteki i instytucje artystyczne, które zgodnie z federalną ustawą o wysiedlonych z 1953 r. otrzymują wsparcie w celu zachowania „dobra kulturowego z terenów wysiedleń” – zostały przeniesione z kompetencji ministra kultury do Federalnego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Ta zmiana była od dawna postulatem BdV. Została ona uwzględniona w programie wyborczym Unii z 2025 r., a SPD, która ponownie rządzi w koalicji z Unią, nie sprzeciwiła się temu. Już kilka miesięcy po wyborach przeniesienie kompetencji zostało zrealizowane.
Od tego czasu fundacja w Deutschlandhaus podlega również urzędnikom federalnego ministra spraw wewnętrznych Alexandra Dobrindta (CSU). Dla Związku Wysiedleńców oznacza to, że ma on jeszcze bardziej bezpośredni wpływ na sprawy Fundacji Ucieczka Wypędzenie Pojednanie. . Odpowiedzialny za tę sprawę parlamentarny sekretarz stanu w Federalnym Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, Christoph de Vries, urodzony w 1974 roku w Hamburgu, jest wiceprzewodniczącym „Grupy Wypędzonych”. Inny wiceprzewodniczący, Stephan Mayer (CSU), został w październiku wybrany na nowego prezesa BdV – jako następca Bernda Fabritiusa (również CSU), który od zeszłego roku pełni funkcję federalnego pełnomocnika ds. „kwestii przesiedleńców i mniejszości narodowych”."
https://www.reddit.com/r/de/comments/1s2pnzg/streit_um_stiftung_fvv_vom_holocaust_m%C3%B6chte_man/
-----------
Ponadto
"Dyrektorka „Centrum Dokumentacji Ucieczki, Wysiedlenia, Pojednania” Gundula Bavendamm prawdopodobnie wkrótce będzie musiała ustąpić ze stanowiska. W gazecie „Tagesspiegel” Christian Schröder podsumowuje debatę na temat „reorganizacji” muzeum, zainicjowaną przez Związek Wypędzonych, który cieszy się silnym poparciem w CDU (więcej tutaj). Kandydatem z największymi szansami na objęcie stanowiska jest Sven Oole, który, jak wyjaśnia Schröder, nigdy nie zajmował się naukowo tematem wysiedleń i nie ma doświadczenia jako kurator, ale jako dyrektor generalny „Związku Wypędzonych” (BdV) jest „funkcjonariuszem o bardzo dobrych kontaktach”. „Jaki sygnał wysłałoby powołanie Svena Oole'a na stanowisko dyrektora muzeum, podsumowuje rzecznik rady naukowej. Stephan Lehnstaedt z nutką pesymizmu stwierdza: „Że BdV wraz z frakcją Unii w Bundestagu zamierza teraz »rządzić bez ograniczeń« w fundacji i że zbliża się zwrot w postrzeganiu ucieczki i wysiedleń”. Republika Federalna mogłaby w znacznie większym stopniu wskazywać na stalinizm jako przyczynę ucieczki i wysiedleń oraz oddzielić od siebie, z punktu widzenia polityki historycznej, pamięć o Holokauście i niemieckich zbrodniach z czasów II wojny światowej. „Dochodzi się wtedy do narracji, zgodnie z którą Republika Federalna Niemiec jawi się jako nieobciążona, a nawet dotknięta cierpieniem w związku z ucieczką i wysiedleniami” – mówi Lehnstaedt w wywiadzie dla „Tagesspiegel”. „Jeśli spojrzy się na nazizm w oderwaniu od historii po 1945 roku, nie jest już daleko do stwierdzenia Alexandra Gaulanda o »ptasiej kupie na ponad tysiącletniej historii sukcesów Niemiec«”.
https://www.perlentaucher.de/9punkt/2026-03-26.html
-----------
I wywiad z DW
https://www.dw.com/pl/historyk-ostrzega-przed-powrotem-sporu-o-muzeum-wysiedle%C5%84/a-76449051
https://www.onet.pl/informacje/deutsche-welle/historyk-ostrzega-przed-powrotem-sporu-o-muzeum-wysiedlen/k1tlr4l,0666d3f1
20.03.202620 marca 2026
Związek Wypędzonych (BdV) dąży do przejęcia kontroli nad muzeum powojennych wysiedleń Niemców i do zmiany profilu tej placówki. Polski historyk ostrzega przed negatywnymi skutkami dla relacji z Polską.
Deutsche Welle: Spór o ocenę przymusowych wysiedleń po II wojnie światowej i o upamiętnienie niemieckich ofiar zatruwał przez wiele lat relacje polsko-niemieckie. Powstanie w 2021 roku Centrum Dokumentacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie zakończyło ten konflikt. Prezentowana w muzeum wystawa została uznana za rozsądny kompromis akceptowalny przez wszystkie strony. Związek Wypędzonych domaga się obecnie większego wpływu na muzeum. Czy grozi nam powrót do gorących sporów z czasów Eriki Steinbach?
Prof. Piotr Madajczyk: Takie niebezpieczeństwo niewątpliwie istnieje. Wystawa w Centrum Dokumentacji jest kompromisem opierającym się na przekonaniu, że mamy różne pamięci, które powinny zostać pokazane w taki sposób, aby nie antagonizować, lecz łączyć. Zwiedzający wystawę musi przejść przez ekspozycję na parterze, która pokazuje genezę problemu – niemiecką agresję na Polskę w 1939 roku i niemiecką okupację. Dopiero potem zwiedzający wchodzi do części poświęconej powojennym wysiedleniom Niemców. A na końcu mowa jest także o innych migrantach, w tym o uciekinierach z Ukrainy po agresji rosyjskiej w 2022 roku.
Co zarzucają obecnej wystawie niemieckie ziomkostwa?
Tematem kluczowym wystawy jest historia niemiecka w końcowym okresie wojny, ale pokazana w szerokim kontekście historycznym, na tle wielkich ruchów migracyjnych XX wieku. BdV nie identyfikuje się z tym przesłaniem i chce je zmienić. Mówi bez ogródek, że kontekst historyczny powinien zostać ograniczony, a więcej uwagi powinno się poświęcić roli Niemców jako ofiar powojennych wypędzeń.
Ale przecież ziomkostwa były od początku mocno reprezentowane w radzie Fundacji „Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie” zarządzającej muzeum. Przedtem nie krytykowały działalności muzeum?
Wystawa nie podobała się BvD już wcześniej. Jednak do ostatnich wyborów parlamentarnych w Niemczech, ziomkostwa nie miały politycznych możliwości doprowadzenia do zmian. Pisano listy, sygnalizowano niezadowolenie, ale nie było to skuteczne. Teraz BdV ma poczucie, że pojawiła się możliwość zmian.
Co spowodowało wzrost wpływów BdV?
Do niedawna Ośrodek Dokumentacji podlegał pełnomocnikowi rządu do spraw kultury i mediów przy urzędzie kanclerskim. Po zmianie rządu w maju 2025 roku, muzeum, podobnie jak wiele innych instytucji związanych z ziomkostwami, zostało podporządkowane ministerstwu spraw wewnętrznych, którym kieruje polityk bawarskiej CSU Alexander Dobrindt. Bawaria jest landem, w którym wpływy ziomkostw są szczególnie silne.
Sposobem na przejęcie kontroli nad muzeum ma być obsadzenie stanowiska dyrektora placówki osobą związaną z BdV. Rada Fundacji nie przedłużyła umowy z urzędującą dyrektorką Gundulą Bavendamm i rozpisała nowy konkurs na to stanowisko. Jak ocenia pan pięcioletnią działalność dyrektorki?
Bardzo pozytywnie. To jest ocena całej rady naukowej. Bavendamm dobrze się wywiązała z trudnego zadania; udało się jej odpolitycznić muzeum, co ze względu na początkowo wielkie emocje nie było łatwe. Liczba odwiedzających rośnie, muzeum zaczyna się wpisywać w berliński krajobraz muzealny.
Ziomkostwa forsują kandydaturę Svena Oole, dyrektora „Grupy do spraw wypędzonych, wysiedlonych i niemieckich mniejszości narodowych” działającej w klubie parlamentarnym CDU/CSU w Bundestagu.
Oole jest politycznie mocno związany ze środowiskiem ziomkostw. Obawiam się, że jego nominacja prowadziłaby do upolitycznienia Centrum Dokumentacyjnego i do zmian wystawy zgodnie z dewizą „mniej o waszych ofiarach, więcej o naszych”. To oznaczałoby ograniczenie kontekstu historycznego, tak ważnego w naszej ekspozycji.
Jakie skutki mogłoby mieć zmiany forsowane przez BdV dla relacji polsko-niemieckich?
Byłby to powrót do sporów sprzed ponad ćwierć wieku. Wystarczy przypomnieć sobie, co działo się po 2000 roku – działalność ówczesnej szefowej BdV Eriki Steinbach, jej projekt Centrum przeciwko wypędzeniom, wzbudzający wielkie emocje i prowadzący do wzajemnych oskarżeń. To byłby kolejny konflikt zaogniający relacje polsko-niemieckie. Siły radykalne w obu krajach na pewno wykorzystałyby taką okazję do podgrzewania nastrojów. Nie tylko w Polsce - w Niemczech mamy AfD, która nie ukrywa swojego rewizjonizmu historycznego.
Dlaczego kanclerz Friedrich Merz zgodził się na ustępstwa wobec ziomkostw, chociaż – jak wielokrotnie deklarował – dobre relacje z Polską leżą mu na sercu?
Przypuszczam, że chodzi o spłatę politycznego długu za zaangażowanie ziomkostw po stronie CDU/CSU w ubiegłorocznych wyborach parlamentarnych, kosztem relacji polsko-niemieckich. Bo jak inaczej wytłumaczyć decyzję o przesunięciu nadzoru nad nimi z urzędu kanclerskiego do MSW? Kanclerz oddał obszar dotyczący pamięci i historii, który przez wielu polityków nie jest uważany za najważniejszy. Przy biernej postawie SPD.
Decyzja o tym, kto pokieruje Centrum Dokumentacji przez następne pięć lat zapadnie 26 marca. Kto pana zdaniem wygra tę batalię? Bavendamm kandyduje ponownie, może więc wszystko pozostanie po staremu?
Nie pokuszę się o prognozę kto wygra.
Szef rady naukowej Stephan Lehnstaedt powiedział w wywiadzie dla Deutschlandfunk, że nie wyobraża sobie współpracy z dyrektorem Oole. A pan?
To jest jednolite stanowisko chyba całej rady naukowej. Jeżeli wspólnie wypracowujemy koncepcję, która naszym zdaniem najlepiej służy pamięci i relacjom Niemiec z Polską i innymi sąsiadami, a ktoś mówi, że ona się nie nadaje, to co można zrobić, poza pożegnaniem się z radą i odejściem?
Z prof. Piotrem Madajczykiem rozmawiał w Warszawie Jacek Lepiarz.
Chcesz skomentować ten artykuł? Dołącz do nas na Facebooku! >>
* Piotr Madajczyk jest profesorem w Instytucie Studiów Politycznych PAN. Specjalizuje się w problematyce przymusowych przesiedleń ludności w Europie środkowo-wschodniej w latach 1945–1950 oraz badaniach nad mniejszościami narodowymi. Jest autorem publikacji o orędziu biskupów polskich do biskupów niemieckich „Na drodze do pojednania: wokół orędzia biskupów polskich do biskupów niemieckich z 1965 roku” oraz biografii Rafała Lemkina. Madajczyk zasiada w radzie naukowej Centrum Dokumentacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie.
----------------
Historycznie Rzeczpospolita
https://www.rp.pl/publicystyka/art43623331-piotr-madajczyk-wysiedlenia-znow-rozpalaja-emocje-niemiecko-polski-powrot-do-przeszlosci
Po II wojnie światowej do kanonu sporów polsko-niemieckich należały polska granica zachodnia i powojenne przymusowe wysiedlenia Niemców, niedotyczące jedynie naszego kraju, ale także na mocy postanowień poczdamskich Czechosłowacji i Węgier. Po rozpadzie bloku państw komunistycznych i zawarciu polsko-niemieckiego traktatu granicznego z 14 listopada 1990 r. zmora dyskusji o granicy odeszła zasadniczo do przeszłości, straszyła w Niemczech jedynie w części ziomkostw i na skrajnej prawicy.
Z pamięcią o historii powojennych przymusowych wysiedleń Niemców było trudniej, bo pamięć zmienia się wolniej niż polityczne układy. Przy tym nadal widoczna była, mimo dokonujących się zmian, różnica ocen między Niemcami (gdzie silna była narracja o bezprawiu wysiedlenia) a Polską. U nas dyskutowano o konieczności rozliczenia się z okrucieństwem i zbrodniami popełnionymi podczas wysiedlenia Niemców z Polski, ale uważano je jednak za nieuniknione następstwo agresji niemieckiej, wojny i okupacji.
W końcówkę XX w. obydwa państwa weszły więc nadal z historycznymi obciążeniami. W Polsce niechętnie pamiętano o obozach dla Niemców i przemocy wobec wysiedlanych, w RFN eksponowano coraz mocniej historię Niemców jako ofiar. W obydwu krajach problematyka ta osadzona była w polityce wewnętrznej, by przypomnieć wymianę rezolucji Bundestagu i oświadczenia Sejmu z 1998 r.
Co zrozumiałe, projekt utworzenia w Berlinie muzeum poświęconego powojennym wysiedleniom Niemców budził, szczególnie w Polsce, kontrowersje dotyczące jego lokalizacji, koncepcji i udziału w radzie Fundacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie kontrowersyjnej przewodniczącej Związku Wypędzonych w Niemczech Eriki Steinbach. Być może starsi czytelnicy pamiętają emocje, jakie ona budziła i jak burzliwie odbierano przygotowaną przez nią wystawę.
Żeby uciąć kontrowersje kanclerz Angela Merkel postanowiła przejąć inicjatywę. Projekt Centrum przeciwko Wypędzeniom zastąpiony został w 2005 r. rządowym projektem Widocznego Znaku – muzeum poświęconego pamięci o historii niemieckich wysiedlonych pokazanej w europejskim kontekście. W drugiej dekadzie XXI w. prace przyspieszyły dzięki przezwyciężeniu kryzysu w międzynarodowej radzie naukowej Fundacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie, po ustąpieniu z niej prof. Tomasza Szaroty i prof. Kristiny Kaiserowej z Czech, a następnie zmianie dyrektora
Przyjąć można było, że ten rozdział w polsko-niemieckich dyskusjach o historii zakończono. Udało się wypracować koncepcję stałej wystawy w powstałym Centrum Dokumentacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie, która akceptowalna była dla większości w Polsce i w Niemczech. Pokazywała genezę wysiedleń po II wojnie światowej, czyli narodowy socjalizm oraz niemiecką agresję i politykę okupacyjną. Wychodziła także w okres późniejszy, aż do uciekinierów przed rosyjską agresją przeciwko Ukrainie. W 2021 r. Łukasz Grajewski mógł napisać w „Tygodniku Powszechnym”, informując o otwarciu tego centrum – „dialog popłaca”. Samo otwarcie przyjęto w Polsce spokojnie. Osoba dyrektor Gunduli Bavendamm gwarantowała merytoryczną działalność Centrum.
Po cóż więc ten tekst? Rzecz w tym, że historia zatoczyła koło. W 2025 r. odbyły się w RFN wybory parlamentarne i utworzona została koalicja rządząca, w której główną rolę odgrywa chadecja. Chadecja to ogólnoniemiecka CDU i kanclerz Friedrich Merz, ale także bawarska CSU, w której tradycyjnie silny wpływ mają organizacje potomków niemieckich wysiedleńców, tzw. ziomkostwa z ich najważniejszą strukturą – Bund der Vertriebenen (BdV). Wcześniej zmarginalizowane w polityce niemieckiej zaczęły się teraz dopominać o zwiększenie wpływu na politykę historyczną, w tym na kształt i obsadę personalną Centrum Dokumentacji.
Centrum podlegało Urzędowi Kanclerskiemu i pełnomocnikowi rządu federalnego ds. kultury i mediów, co tworzyło nad nim swego rodzaju parasol ochronny. Po ostatnich wyborach przeszło jednak pod nadzór Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, w którym wpływ wzmocniły ziomkostwa.
Widoczne jest dążenie do zmiany koncepcji Centrum, prawdopodobnie pod hasłem: „mniej historycznego kontekstu, więcej cierpienia niemieckich ofiar”. Dobrze byłoby mieć w tym celu dyrektora bardziej dyspozycyjnego niż Bavendamm, trochę zmienić prawną konstrukcję Centrum, by wzmocnić wpływ BdV. Działanie to umożliwiane jest przez silną reprezentację sześciu przedstawicieli BdV w radzie Fundacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie, z których dwóch najbardziej znanych to Bernd Fabritius (CSU) i szczególnie aktywny, chociaż mniej znany członek CDU, wiceprzewodniczący BdV i przewodniczący Landsmannschaft Ostpreußen, Stephan Grigat. Podczas jednego ze swych wystąpień w 2024 r. wyraził całkowite niezadowolenie z działalności Centrum Dokumentacji Ucieczki, Wypędzenia i Pojednania w berlińskim Deutschlandhaus. Jego zdaniem wystawy w tym centrum „zbytnio koncentrują się na ogólnych aspektach związanych z tematem przymusowej migracji, zaniedbując jednocześnie swoje właściwe zadanie, jakim jest edukacja na temat wysiedlenia Niemców z ich wielowiekowej ojczyzny na historycznych terenach wschodnich Niemiec i w Europie Środkowo-Wschodniej”.
Bernd Fabritius raczej traci wpływ, ale mianowany został w maju 2025 r. pełnomocnikiem rządu federalnego do spraw wysiedleńców i mniejszości narodowych. Tym samym Fundacja Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie przeszła do kompetencji niemieckiego MSW, co oznacza jej upolitycznienie. Także temu ministerstwu przekazano odebrane MSZ sprawy mniejszości niemieckich za granicą. Powrócono do dawnych rozwiązań, które wydawały się nieaktualne w obecnych realiach politycznych. W każdym razie, nie wydaje się słuszne, żeby polskie władze rozmawiały w sprawach mniejszości niemieckiej w Polsce z niemieckim resortem spraw wewnętrznych.
Rosnący wpływ BdV na politykę historyczną pokazuje także fakt, że MSW objęło swoją kontrolą także niektóre instytucje naukowe zajmujące się historią Europy Wschodniej i Środkowowschodniej, by wymienić Bundesinstitut für Kultur und Geschichte der Deutschen im östlichen Europa w Oldenburgu.
Podsumowując, można odnieść wrażenie, że kanclerz Merz postanowił spłacić powyborczy dług za zaangażowanie ziomkostw kosztem relacji polsko-niemieckich. Oddał im kilka instytucji, które zapewne uznał za stosunkowo nieistotne. W interesującym nas tutaj przypadku Centrum Dokumentacji nietrudno sobie wyobrazić, znając wcześniejsze emocje, że naruszenie z trudem wypracowanego konsensusu ożywi je na nowo, stanie się narzędziem sił politycznych zainteresowanych pogorszeniem relacji polsko-niemieckich. Dość wysoka cena za spłacanie długu w polityce wewnętrznej.